![]() | ||
|
::byli:: 2011 czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2010 listopad październik lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2009 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2008 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2003 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2002 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2001 grudzień listopad |
...normalność... - Mężczyźni lubią kobiety tajemnicze, a po mnie, na pozór widać wszystko jak na dłoni. - Nigdy dotąd nie mieszkałam w miejscu, w którym podczas deszczowych dni byłoby tak przyjemnie jak w moim obecnym mieszkaniu. Chciałabym mieć więcej czasu na czytanie papierowych książek. Gdyby dajmy na to, niedzielne przedpołunie było więcej niż raz w tygodniu. Kawa/herbata - talerz pełen cząstek jabłka - szalik na 'drapanie w gardle' - zielony koc - cisza - książka. Zakochałam się w Mertonie. 'Siedmiopiętrową górę' kupiłam jadąc na gejowskie wesele. Tak, moja przewrotna natura lubuje się w takich kontrastach. Tym razem bardziej niż 'ja wybrałam książkę' to 'książka wybrała mnie'. Cenowo zdecydowanie poza moim budżetem (o ile w ogóle istaniało coś takiego jak mój budżet), ostatni egzemplarz książki stał na samym środku półki na której zatrzymałam wzrok. Z okładki uśmiechała się zupełnie 'normalna' twarz mężczyzny w średnim wieku. A przecież nazwisko kojarzylo mi się z monastycyzmem i niewiadomo jak skomplikowanymi sprawami. Kupiłam. Wracając pociągiem z weekendu gejowskiej imprezy, targając ze sobą nie tylko rower, ale również tak osobliwego towarzysza podróży jak stolik do kawy, zaczęłam czytać. I czytam do dziś. Niespiesznie, bo boję się smutku jaki ogarnie mnie, gdy przewrócę ostatnią ze stron. Dawno nie czytałam czegoś tak przyjemnego, tak bardzo 'normalnego' i... hmmm... znajomego. Pośród wszystkich pokręconych współczesnych powieści, które nota bene bardzo lubię, Merton wkroczył do mojego życia z czymś spokojnym i prawdziwym. Trochę tak, jakby dobry przyjaciel wrócił z dalekiej oraz długiej podróży, wstąpić na herbatę i zaczął opowiadać. Format książki idealnie leży w dłoniach. Marginesy są rozmiaru w sam raz na notatki. A ta zupełnie normalna twarz... nadal uśmiecha się do mnie z okładki... gala 2011-06-12 14:24:14 skomentuj (0) ...to-do-to-do... Przespałam sobotę. Z przerwami na kawę, książkę i dużo ziewania. Niedzieli nie zauważyłam wcale (albo nie chcę się przyznać, bo Thor był raczej wyłącznie rozczarowaniem). Tym samym, lista rzeczy do zrobienia przepisana została na kolejny tydzień. A miało być tak pięknie - miałam nadrobić pisanie, sortowanie zdjęć i wrzucanie ich do netu, szydełkowanie, projekty graficzne... zzz... zzz... Nadrobiłam śnienie. Do tego stopnia, że w ostatnim śnie za pomocą szkła powiększającego wypalałam piksele na ekranie laptopa. Na śmierć je wypalałam. gala 2011-05-23 12:35:12 skomentuj (0) ...dzieje się... Od rana nie schodzę z telefonu i maila. Połowa to obowiązki, połowa to fajne weekendowe przedsięwzięcia. Wczorajsze maile od W. oraz od G. naładowały mnie pozytywnymi emocjami. Szkoda, że nie możemy usiąść razem przy winku i muzyce. Nowi ludzie sypią mi się z nieba tuż obok, a ja i tak potrzebuję obecności tych oddalonych Przyjaciól... Balansuję sobie w codzienności. Happiness is not a matter of intensity but of balance, order, rhythm and harmony. / Thomas Merton / gala 2011-05-12 15:22:24 skomentuj (0) ...miało być o Mertonie i gejowskiej imprezie, a będzie zupełnie przyziemnie... czyli internetowe niesnaski. Nie chcę zwykle wywlekać jakichś zamierzchłych zdarzeń, ale wywołano mnie dziś w necie 'do tablicy'. Nie było to miłe, więc pomyślałam, że co w necie powstaje - niech tam zostaje. Wyrzucę to z siebie i postaram się zapomnieć. Otóż... Obecna partnerka mojego byłego chłopaka jest twórcą dość obecnym w Internecie. Dziś na serwisie twitter oskarżyła mnie o wysyłanie do niej jakichś pustych wiadomości ze strony jej portflio i kazała przestać... czaić się. Głupio mi się zrobiło, ale po chwili zastanowienia pomyślałam: ale czemu ma być mi głupio? i o co w ogóle chodzi? Tak zrodziła się refleksja o necie i odpowiedzialności za własną prywatność: Sprawa mojego związku jest bardzo dawna. Chłopak nie jest ze mną już ponad pięć lat. Obecna dziewczyna, zanim odszedł do niej, chyba chciała być 'koleżanką', więc następowało komentowanie nawzajem swoich ilustracji, fotek, blogów, galerii etc. Nie przestałam przeglądać tych miejsc po tym jak z nią zamieszkał na dobre. Dziwnym zbiegiem okoliczności, dziewczyna ta zajmuje się wieloma rzeczami, którymi ja też się param - fotografia, cyfrowa manipulacja obrazu etc. W dodatku często podaje linki do ciekawych stron, a jej fotografia - zwłaszcza z gatunku abstrakcji - wpisuje się w podobny nurt co moje foty. Owszem, nie miałam ochoty na prowadzenie rozbudowanych konwersacji w necie. Zresztą nie tylko z nią - bardziej nawet z byłym chłopakiem. Wynikało to głównie z tego jak rozegrał odejście, niż samego faktu odejścia - prędzej czy później trzeba było by przyznać się, że zmierzamy w innych kierunkach w życiu. Zachował się nieładnie i... 'przez telefon'. Generalnie, moi znajomi mają o nim dużo gorsze zdanie niż ja sama. Był czas na zwykły ludzki żal, ale taki żal nie jest wieczny. Z chęcią dowiaduję się conieco o tym co się z nim dzieje, głównie ze zdjęć owej dziewczyny, która co rusz to oznajmia nową formę i miejsce obecności w sieci. Zresztą, to nie jakiś czytelniczy wyjątek dla mnie. Podobnie czytuję bloga i oglądam internetową galerie dziewczyny, którą miał zanim byliśmy razem, prywatne fotki rysowniczki Endo, kilka innych osobistych blogów czy galerii. Mam listę miejsc, które przeglądam w necie na bieżąco - w dużej mierze związanych z grafiką lub/i fotografią ludzi, których poznałam lata temu. Lubię widzieć rozwój, lubię obserwować zmiany lub krystalizację stylu. Lubię obserowować. Pracuję w necie, więc jej to dla mnie środowisko naturalne. Zazwyczaj nie komentuję. Wiem jednak, że się nie 'czaję'. Przecież istnieją takie rzeczy jak statystyki stron, adresy IP... i inne instrumenty umożliwiające autorom wyśledzenie kim jestem, skąd przychodzę i dokąd podążam. Wiem, że moja obecność jest zaznaczona, i nie przeszkadza mi to (no dobra, trochę mi porzeszkadza, ale to głównie w kwestii związanych z tym działań komercyjnych lub rządowych - nie w przypadku ograniczonym do stron prywatnych osób) bo nie mam żadnych niecnych zamiarów. Nawet inny chłopak, z którym łączyło mnie coś szczególnego, a do którego obecnie absolutnie nie mogę napisać maila ani sms'a bo moje imię widnieje na samym szczycie czarnej listy jego żony... nawet on nigdy nie wyraził żadnych pretensji, choć regularnie odwiedzam galerię jego zdjęć. Obecna dziewczyna mojego byłego z własnej woli publikuje informacje w necie - tu i tam. Nigdy nie otrzymała ode mnie niemiłego komentarza - ba - od kiedy są razem, nie otrzymała żanego komentarza! Wchodzę na te strony z takim samym prawem jak każdy inny użytkownik sieci - i to bezproblemowy użytkownik - nie ważne czy to prywatne portfolio, blog czy konto na twitterze. I nagle ona ma jakieś zastrzeżenia... Zresztą można było wszystko inaczej rozgrać. Nawet jeżeli przychodziły ode mnie jakieś puste wiadomości - a wytłumaczenie jakie sama znajduję, to może jakiś złośliwy bug u mnie na komputerze (którego jednak nie jestem świadoma, bo nikt inny nie zgłaszał takich problemów do mnie)... lub coś dziwnego zagnieżdżonego w samej stronie osoby zainteresowanej, można było napisać maila i zapytać o co mi chodzi. Jak się nie toleruje obecności konkretnej 'osoby postronnej', można używać haseł, blokad itp. Można... ale chyba łatwiej publicznie zrobić z siebie ofiarę szpiegostwa, niż wziąć opowiedzialność za własną prywatność w sieci. Jeżeli nie chcę upubliczniać mojego życia, to tego nie robię... albo proszę innych o powstrzymanie się od tego. Jeżeli coś upubliczniam, nie mówię 'nie patrz, bo mnie chcę żebyś widział'. Niby logiczne. Taki jeden 'śmierdzący' tweet może popsuć człowiekowi humor. Oskarżenia o coś, czego się nie zrobiło. Odtweetowałam z wyjaśnieniem, choć nie wiem czy tak naprawdę się należało. Odechciało mi się też oglądać zdjęcia tej dziewczyny, a szkoda. Nie będę się jednak zarzekać, że nigdy tego nie zrobię, bo nie lubię, gdy ktoś próbuje mi czegoś zabraniać w zupełnie nieuzasadnionym przypadku. Podobno umiem w necie 'wygrzebać' wiele, ale nie jestem hackerem, więc żadnych haseł łamać nie będę - opcję więc ma. Dobrze, że dziś środa i tłukliśmy ze znajomymi w siatkę. Taka pozytywna banda i nieco wysiłku dobrze działa na tzw. 'wymyślone problemy', które czasem zaprzątają nam głowę bardziej niż powinny. ...o Mertonie i gejowskiej imprezie miało być już trzy dni temu... będzię niedługo. gala 2011-05-12 00:50:07 skomentuj (0) ...piątkowe refleksje przegrzanej głowy... W końcu początki małej stabilizacji. Siedzę przed trzema monitorami i... pracuję! :) Tak, tak, pracą można się cieszyć - przynajmniej na początku. Oczywiście nie byłabym sobą, gdyby to była jakaś prawdziwa, dobrze płatna praca. To bardziej skomplikowane jest. Jednak póki co, napawam się nagłym przeorganizowaniem tygodnia. Nie mam co prawda jeszcze domu*, ale jak mawaiają anglojęzyczni - 'I'll get there' :) W sumie, nie o tym chciałam pisać. Chciałam o przeszlości. Mimo mojego prywatnego zen-nastwienia, przeszłość niestety nadal ma na mnie wpływ. Może to przez moją relatywnie dobrą pamięć. Jestem pamiętająca... może nawet nieco pamiętliwa. Czasem podbiegają do mnie od tyłu małe potworki z przeszłości. Czuję ich niemiły oddech na moim karku. Zazwyczaj trwa to tylko chwilę i udaje mi się je porozganiać. Dawne rozczarowania, związki, porażki, utracone okazje etc. Jest dużo lepiej niż bywało. Więcej mam w sobie siły, choć wciąż wrażliwość jest głównym składnikiem mojej osobowości. Mam jednak nadzieję, że potworki z czasem znudzą się tym ganianiem i znikną na zawsze. * - obecnie 'domem' nazywam miejsce, gdzie mogę przenieść swój dobytek i przebywać w nim przynajmniej kilka miesięcy ;) gala 2011-04-01 12:21:51 skomentuj (1) |
to tu to tam mysli G. bratnia dusza mama-mia na nowej łajbie radosne rodzinne art-życie |